Glühwürmchen/Świetliki/Fireflies/Vagalumes

Tomasz Łychowski

Strona główna/Wydania papierowe/Poezja, Proza/Glühwürmchen/Świetliki/Fireflies/Vagalumes

Cena:

20,00 zł

Warszawa 2026, ss. 119, nlb. 1.

Elizabeth Harkot-de-La-Taille:

Są książki, które aspirują do rozległości, i inne, które szukają głębi. Ta dyskretnie osiąga jedno i drugie.
Na pierwszy rzut oka decyzja o pisaniu i opublikowaniu wyboru wierszy w czterech językach – niemieckim, portugalskim, angielskim i polskim – może się wydawać pewnego rodzaju chęcią zaimponowania. Kiedy je czytamy, staje się jednak jasne, że ta mnogość nie rodzi się z chęci pokazania się, lecz z konieczności. Nie należy do sfery wirtuozji, ale doświadczenia.
Albowiem życie, które przemierzyło kraje, historie i językowe światy, nie zmieści się łatwo w jednej tylko mowie. Każdy język niesie w sobie nie tylko własną gramatykę i muzykalność, lecz także pamięć. Swój własny sposób postrzegania i tworzenia rzeczywistości.
Jest także obecny w tej wielojęzycznej tkaninie, w sposób ukryty, dyskretny gest etyczny. W czasach naznaczonych podziałami wiersze przypominają, bez nacisku, ale ze spokojną jasnością, że w wielości i inności języków pozostaje i trwa wspólna ludzka kondycja: te same gesty, te same marzenia, te same kruche pewności.
Czytając te wiersze, stopniowo dostrzegamy, że ich pozorna prostota ukrywa delikatną równowagę między przeszłością i teraźniejszością, stratą i ciągłością, samotnością i bliskością, ciszą i słowem. Nic nie znajduje definitywnego rozstrzygnięcia, wszystko pozostaje w ostrożnym zawieszeniu.
Gdyby można było scharakteryzować ogólne wrażenie, które pozostawiają te wiersze, moglibyśmy mówić o wyciszonej światłości, nie blasku, który oślepia, lecz o takim, który pozostaje, jak przelotne światełko świetlików lub odblask księżyca na wodzie, obecnym, ranliwym i właśnie dlatego głęboko wzruszającym.
Taka jest przestrzeń, którą te wiersze otwierają. Nie domagają się uwagi, lecz do niej zapraszają. Czyniąc to, proponują czytelnikowi coś coraz bardziej rzadkiego: możliwość zatrzymania się, wsłuchania się i odkrywania w życiu innego człowieka tego, co delikatnym echem odzywa się także w jego własnym życiu.

Dlaczego zbliżając się do dziewięćdziesiątki i tuż po dziewięćdziesiątce, nagle rozwinąłem żagle w języku niemieckim, jest dla mnie zadziwiającą zagadką. Być może dlatego, że w moich żyłach płynie także niemiecka krew i w dzieciństwie oraz w wieku nastoletnim niemiecki był bardzo obecny w moim codziennym życiu. Ale po naszym przybyciu do Brazylii, jako uchodźcy po drugiej wojnie światowej, miałem wtedy czternaście lat, przeważył język portugalski. A teraz, raptem, po siedemdziesięciu latach przerwy, ten powrót do przeszłości. Do języka Goethego. Nadal jestem zdumiony, ale bardzo szczęśliwy. To była i jest wielka, fantastyczna przygoda. Kiedy liczba napisanych wierszy sięgnęła dwudziestu, zacząłem tłumaczyć je na portugalski, polski i angielski.

Wieloetniczność i wielojęzyczność zawsze mi towarzyszyły. Urodziłem się w Angolii (1934), następnie Warszawa (lata 1938 – 1944) i Niemcy (lata 1944 – 1948). Stamtąd wyemigrowaliśmy do Brazylii. W styczniu 1949 roku po raz pierwszy ujrzeliśmy piękno Rio de Janeiro. Początki życia emigranta to wspinanie się po stromej górze. W końcu z trudem wywalczony zawód i długie lata pracy nauczycielskiej (lata 1963 – 1998). Ślub z Krysią Schulz (1965), błogosławieństwo czworo dzieci i czworo wnuków.Poezja i malarstwo, których początki sięgają połowy ubiegłego stulecia.

Spis treści
Wprowadzenie .......
A gdzie noc bez gwiazd, tam świećmy. „Świetliki” Tomasza Łychowskiego...
Dwa miasta...
Jak ja, jak Ty...
Spojrzeniem...
Gdy...
Dlaczego?....
Dziękuję Ci ...
Młodość ...
Moje serce się pyta..
Liebesschmerz...
Łąka ...
Letniej nocy...
Najlepsza...
Zauroczenie...
Świat umiera...
Wojna...
Sufit...
Ten sam chleb...
Ale...
Pewnego dnia...
Świetliki...

Glühwürmchen/Świetliki/Fireflies/Vagalumes

Tomasz Łychowski

Strona główna/Wydania papierowe/Poezja, Proza/Glühwürmchen/Świetliki/Fireflies/Vagalumes

Cena:

20,00 zł

Warszawa 2026, ss. 119, nlb. 1.

Elizabeth Harkot-de-La-Taille:

Są książki, które aspirują do rozległości, i inne, które szukają głębi. Ta dyskretnie osiąga jedno i drugie.
Na pierwszy rzut oka decyzja o pisaniu i opublikowaniu wyboru wierszy w czterech językach – niemieckim, portugalskim, angielskim i polskim – może się wydawać pewnego rodzaju chęcią zaimponowania. Kiedy je czytamy, staje się jednak jasne, że ta mnogość nie rodzi się z chęci pokazania się, lecz z konieczności. Nie należy do sfery wirtuozji, ale doświadczenia.
Albowiem życie, które przemierzyło kraje, historie i językowe światy, nie zmieści się łatwo w jednej tylko mowie. Każdy język niesie w sobie nie tylko własną gramatykę i muzykalność, lecz także pamięć. Swój własny sposób postrzegania i tworzenia rzeczywistości.
Jest także obecny w tej wielojęzycznej tkaninie, w sposób ukryty, dyskretny gest etyczny. W czasach naznaczonych podziałami wiersze przypominają, bez nacisku, ale ze spokojną jasnością, że w wielości i inności języków pozostaje i trwa wspólna ludzka kondycja: te same gesty, te same marzenia, te same kruche pewności.
Czytając te wiersze, stopniowo dostrzegamy, że ich pozorna prostota ukrywa delikatną równowagę między przeszłością i teraźniejszością, stratą i ciągłością, samotnością i bliskością, ciszą i słowem. Nic nie znajduje definitywnego rozstrzygnięcia, wszystko pozostaje w ostrożnym zawieszeniu.
Gdyby można było scharakteryzować ogólne wrażenie, które pozostawiają te wiersze, moglibyśmy mówić o wyciszonej światłości, nie blasku, który oślepia, lecz o takim, który pozostaje, jak przelotne światełko świetlików lub odblask księżyca na wodzie, obecnym, ranliwym i właśnie dlatego głęboko wzruszającym.
Taka jest przestrzeń, którą te wiersze otwierają. Nie domagają się uwagi, lecz do niej zapraszają. Czyniąc to, proponują czytelnikowi coś coraz bardziej rzadkiego: możliwość zatrzymania się, wsłuchania się i odkrywania w życiu innego człowieka tego, co delikatnym echem odzywa się także w jego własnym życiu.

Dlaczego zbliżając się do dziewięćdziesiątki i tuż po dziewięćdziesiątce, nagle rozwinąłem żagle w języku niemieckim, jest dla mnie zadziwiającą zagadką. Być może dlatego, że w moich żyłach płynie także niemiecka krew i w dzieciństwie oraz w wieku nastoletnim niemiecki był bardzo obecny w moim codziennym życiu. Ale po naszym przybyciu do Brazylii, jako uchodźcy po drugiej wojnie światowej, miałem wtedy czternaście lat, przeważył język portugalski. A teraz, raptem, po siedemdziesięciu latach przerwy, ten powrót do przeszłości. Do języka Goethego. Nadal jestem zdumiony, ale bardzo szczęśliwy. To była i jest wielka, fantastyczna przygoda. Kiedy liczba napisanych wierszy sięgnęła dwudziestu, zacząłem tłumaczyć je na portugalski, polski i angielski.

Wieloetniczność i wielojęzyczność zawsze mi towarzyszyły. Urodziłem się w Angolii (1934), następnie Warszawa (lata 1938 – 1944) i Niemcy (lata 1944 – 1948). Stamtąd wyemigrowaliśmy do Brazylii. W styczniu 1949 roku po raz pierwszy ujrzeliśmy piękno Rio de Janeiro. Początki życia emigranta to wspinanie się po stromej górze. W końcu z trudem wywalczony zawód i długie lata pracy nauczycielskiej (lata 1963 – 1998). Ślub z Krysią Schulz (1965), błogosławieństwo czworo dzieci i czworo wnuków.Poezja i malarstwo, których początki sięgają połowy ubiegłego stulecia.

Spis treści
Wprowadzenie .......
A gdzie noc bez gwiazd, tam świećmy. „Świetliki” Tomasza Łychowskiego...
Dwa miasta...
Jak ja, jak Ty...
Spojrzeniem...
Gdy...
Dlaczego?....
Dziękuję Ci ...
Młodość ...
Moje serce się pyta..
Liebesschmerz...
Łąka ...
Letniej nocy...
Najlepsza...
Zauroczenie...
Świat umiera...
Wojna...
Sufit...
Ten sam chleb...
Ale...
Pewnego dnia...
Świetliki...